Ten świat jest pusty, żadnych ludzi...Raz spotkałem człowieka, był wycieczony, może i nie lubię ludzi ale nie zostawił bym kogoś w takim stanie pomogłem mu...
Wszędzie śmieci, czy w tym przeklętym miejscu nie można posiadać nawet jednej zakichanej butelki z nie skażoną wodą?! W sklepach nic nie ma a wole nie ryzykować piciem z jeziora. Co do deszczówki też bym polemizował ale skoro przeżyłem już tyle nie powinno mi nic zaszkodzić prawda? Wyszedłem na ulice ech to nie ta sama ulica co kiedyś, została tylko pustka, ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu...no właśnie w poszukiwaniu czego? Schronienia? Żywności? Broni? Ludzi? Pff spotkanie teraz kogokolwiek było równe z cudem, czasem się zastanawiam czy oprócz mnie ktoś jeszcze przeżył. Moje rozmyślanie przerwało coś, a raczej ktoś, dziewczyna wyższa ode mnie w czarnych włosach blada jak ściana stała parę kroków ode mnie, najwyraźniej pomyśleliśmy o tym samym bo w tym samym czasie zaczęliśmy do siebie celować.
-Nie szukam kłopotów.-opowiedziałem swoim beznamiętnym tonem. Ona spojrzała na mnie jak na najgorszego wroga.
-Ja też, szukam pocisków.-nadal we mnie celowała tak jak ja w nią.
-Wiem gdzie są...ja szukam wody zdatnej do picia.opuściłem broń i ją schowałem. Ona popatrzyła na mnie zdziwiona i zrobiła to samo.
Wiem gdzie można zdobyć naboje, jak mnie nie chcesz zabić mogę cię tam zaprowadzić.
-Hmm w sumie nie wyglądasz groźnie...zgoda ja mam wody dużo więc będę mogła ci dać, podeszła do mnie i podała mi rękę- Jestem Misa...-Uścisnąłem jej dłoń.
-Yuki...
Tak jak powiedziałem zaprowadziłem ją do miejsca gdzie były naboje, zaczęła je zbierać, ja też uzupełniłem swój ekwipunek ona ze swojego plecaka wyjęła dwie duże butelki z wodą i jakiś worek.
-Trzymaj obiecaną wodę, masz też gastro, spokojnie nie zatrute, jest tam parę kanapek i batonów, wyglądasz jak byś nie jadł od lat...-spojrzała na mnie i wydawało mi się że w tym wzroku było współczucie.
-Dziękuję.
-To ja ci powinnam podziękować, lecę, miło było cię poznać Yukio.
-Ciebie również.
Chodzenie po tym świecie jest nudne, jednak dobrze było ją spotkać, Misa. Dziwna dziewczyna ale nie dziwniejsza niż ja, jestem jej wdzięczny za pomoc najwidoczniej jeszcze istnieje resztka życia. Jednak w tym samym momencie ktoś mi jebnął solidnie w żebra, poleciałem na ziemie i spojrzałem w górę, nade mną stało 3 osiłków starszych może o 5 lat.
-Ten dzieciak ma dużo żarcia.
-Oj malutki jak takie chucherko przetrwało?-powiedział jeden i kopnął mnie w brzuch, wyplułem krew, wkurwia mnie czasem że w takich momentach jestem bezsilny. Trzeci na mnie dziwnie spojrzał.
-Zawsze lubiłem takie dzieci jak ty, są takie bezsilne.-zaczeli mnie kopać, serio tyle przeszedłem żeby zginąć w taki głupi sposób? Zamknąłem oczy i byłem w sumie gotowy na śmierć ale nagle uderzenia przystały. Otworzyłem oczy i przez krew widziałem jak ta trójka leży martwa parę metrów ode mnie, sprawdza tego pochylił się nade mną, ujrzałem znajome mi niebieskie przeszywające oczy. Zabije mnie? Wziął mnie na ręce, chciałem się wyrwać ale byłem za słaby.
-Spokój mały, teraz będziemy kwita...dalej nie pamiętam, zemdlałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz